Czy moda zrównoważona naprawdę jest w zasięgu ręki?

Od zeszłego roku bardzo dużo mówi się o tym, by świadomie kupować i wybierać w pierwszej kolejności tzw. modę zrównoważoną (sustainable fashion). Sama w styczniu powzięłam postanowienie, by nie kupować więcej w sieciówkach. Co z tego wyszło? Opowiem o tym na końcu wpisu, jednak to postanowienie sprawiło, że mogłam się przekonać na własnej skórze, czy wprowadzenie do szafy wyłącznie mody zrównoważonej jest naprawdę takie łatwe, jak wydaje się, gdy czytamy nawołujące do tego hasła. Wiem, że są one modne i każdy chce się pod nimi podpisać, czy jednak są w stanie w pełni ziścić się w praktyce? Zacznijmy jednak od początku.

Dlaczego powinniśmy przestać kupować w sieciówkach?

Na to pytanie są w zasadzie same dobre odpowiedzi. Przede wszystkim przyczyniamy się (a przynajmniej mamy taką nadzieję) do poprawy jakości środowiska naturalnego oraz jakości ludzkiej pracy. Moda jest branżą, która w ogromnym stopniu zanieczyszcza środowisko i oprócz ładnych ubrań, produkuje także góry śmieci, głównie poliestru, czyli plastiku. Jeśli jednak nie interesuje Cię nic innego poza sobą samym, to wiedz, że osobiście także skorzystasz na tej decyzji. Po pierwsze przestaniesz wydawać swoje ciężko zarobione pieniądze na marnej jakości ubrania, które nie posłużą Ci zbyt długo. Zresztą to, jak traktują nas sieciówki, woła o pomstę do nieba – kiepska jakość tkanin i odszycia, bylejactwo. Gonienie za sezonowymi trendami także przysparza wydatków. Nawet trudno wyrazić swój własny styl ubierania skacząc od jednego trendu do drugiego i kopiując lookbooki popularnych marek. Im więcej kupujesz, tym mniej masz – rzeczy marnej jakości często nie są w stanie przetrwać więcej niż kilka prań, wypychają się i odkształcają tak, że w pewnym momencie wstyd je założyć, marnie wykonane szwy zaczynają się pruć i tak dalej. Słowa “im więcej kupujesz, tym mniej masz” mają również wymiar metaforyczny. Będąc przyzwyczajonym do “szopingu” co sezon, widząc non stop nowe kolekcje, masz wrażenie, że wciąż czegoś potrzebujesz, że wciąż masz za mało. Trudno uwierzyć, że jeszcze w latach 60 czy 70 w modzie były tylko dwa sezony, a przeciętna kobieca garderoba liczyła ok. 40 sztuk ubrań na cały rok. Dziś mamy nowości wypuszczane nawet kilka razy w miesiącu, co daje kilkadziesiąt “sezonów” zakupowych rocznie i trudno nam wyobrazić sobie tak małą zawartość szafy. Nie wzięło się to z nikąd – nasze postępowanie i przyzwyczajenia to efekt kilku dekad ciężkiej pracy specjalistów od marketingu.

Fast fashion – oszczędność, której nie ma

Fast fashion wcale nie jest aż tak tanie jak myślimy. Z wielu małych wydatków robią się duże sumy, no ale plastik przyjmie wszystko, prawda? Niska cena pojedynczej rzeczy sprawia, że lekko podchodzimy do zakupów. To nic, że ta rzecz wygląda tylko trochę tak, jak chciałaś – jest tania, “najwyżej się nie będzie nosiło”. “Jest tania, więc może być”. Kto złapał się chociaż raz na podobnym myśleniu? A kto wiele razy? Czy naprawdę jest nam wszystko jedno, co założymy? Ile razy tylko cena była jedynym kryterium wyboru przy kupnie?

Czy sustainable fashion jest rzeczywiście dla każdego?

Z wielu powodów niestety nie na dużą skalę. Przede wszystkim musimy wymienić tu finanse. Nie wiem, jak jest w innych krajach, ale w Polsce nadal nie możemy pochwalić się jakimś niesamowitym poziomem zarobków przeciętnego obywatela. Natomiast rodzime marki slow fashion w potrafią opróżnić portfel w trybie fast. Koszt przeciętnej letniej sukienki jest co najmniej 3x większy niż podobnej kupionej w sieciówce. Wiadomo, praca rodzimych szwalni jest kosztowna i nie będziemy dyskutować o zasadności wyceniania ubrań. Jednocześnie trzeba przyznać, że większości osób nie stać, by całkowicie przestawić się na zakupy w tym segmencie rynku. Bywa też, że nie bardzo widać różnicę w jakości czy sposobie odszycia, podczas gdy mocno widać ją w cenie. Nikt rozsądny nie będzie w takiej sytuacji przepłacał, ani tym bardziej wybierał kiepskiej jakości ubrań tylko po to, by wesprzeć jakąś markę.

Jeśli chodzi o aspekt finansowy, zaopatrywanie się w sklepach marek slow ma swoje plusy – ze względu na cenę o wiele skrupulatniej rozmyślamy nad decyzją zakupową i nie dajemy sobie wcisnąć rzeczy kiepskiej jakości. W końcu za wyższą cenę mamy swoje oczekiwania, z których nie chcemy zrezygnować tak łatwo, jak w przypadku rzeczy tanich. To ciekawy mechanizm, który pokazuje, że nasze zasady i wymagania łatwo obniżyć, gdy zaoferuje się odpowiednio niską cenę.

Kolejnym problemem, który mnie osobiście dotknął najbardziej, jest dostępność wzorów. Marki slow najczęściej wytwarzają bardzo ograniczoną ilość wzorów i chcąc nie chcąc, by mieć zbyt, pod względem designu trzymają się mainstreamu jednocześnie chcąc być niszowe. Tak więc w większości ofert znajdziesz podobne produkty w krojach oversize lub dla odmiany, bardzo dopasowane ubrania wykonane z tkaniny ściągaczowej. Jeśli Twój styl jest inny, to albo dostosowujesz się do tego, co jest Ci oferowane albo szukasz wzorów dla siebie w innych miejscach. Pamiętajmy też, że to moda jest dla nas, a nie my dla mody. Nie widzę powodu, by dostosowywać się w takiej sytuacji do tego, co oferuje ten rynek, jeśli moje potrzeby oraz oczekiwania są zupełnie inne. Może się jeszcze zdarzyć, że któraś marka wpadnie na pomysł “zaryzykowania” innego kroju i uda Ci się upolować coś dla siebie. I tu dochodzimy do kolejnego problemu dostępności samych modeli. Możliwości marek slow są dość ograniczone, dlatego często ubrania rozchodzą się bardzo szybko. Im większy hype na markę, tym mniejsza szansa, że zdążysz wrzucić coś do koszyka. Inna sprawa, że nie masz wówczas zbyt wiele czasu na przemyślenie zakupu, bo jedynym celem jest polowanie i chęć wyprzedzenia konkurentek. Ciekawa jestem, czy marki produkujące ubrania dla mężczyzn też grają na tych najniższych emocjach (jeśli macie jakieś spostrzeżenia w tym temacie, dajcie znać w komentarzach).

Jak osiągnąć zrównoważoną szafę?

No dobrze, ale co teraz? Sieciówki nie, marki slow też nie za bardzo, choćby nawet bardzo się chciało, co zatem robić?

Przede wszystkim nie ma powodu, by wybierać zero-jedynkowo. Zrównoważona szafa może zostać osiągnięta także w inny sposób, właśnie równowagą w zakupach. Zakupy w markach slow możesz dopełnić racjonalnymi zakupami w sieciówkach starannie wybierając ubrania do swojej szafy i nie dając sobie wpychać jednosezonowych szmat. Planowanie zakupów, trochę wiedzy na temat tkanin, spostrzegawcze oko do oceny jakości szycia oraz cierpliwość w wyszukiwaniu potrzebnych egzemplarzy powinny być wystarczające do zbudowania satysfakcjonującej garderoby. Sieciówki to ogromne korporacje, które nie znikną, ale być może nasze decyzje zakupowe spowodują, że jakość oferowanych nam ubrań będzie lepsza pod każdym względem.

Strategia zakupowa w zrównoważonej szafie

Dobre planowanie zakupów to temat, który przewija się na blogu od dawna nie bez powodu. To dzięki niemu jesteśmy w stanie oprzeć się pokusom i nabijaniu nas w butelkę jako konsumentów. Solidny konstrukt szafy i świadomość własnego stylu oraz potrzeb to zatem priorytet, na podstawie którego powstaje taki właśnie plan zakupowy. Jeśli nie stać cię na marki slow lub uważasz, że nie powinno się płacić tyle za ubrania, nadal możesz wybierać mądrze w innych sklepach, nawet tych, które wcale nie zachęcają do zachowania rozsądku, non stop kusząc promocjami czy sezonowymi super trendami.

Strategia zakupowa w zrównoważonej szafie to również przemyślany wybór, w które ubrania warto zainwestować, a które nie są w naszym przypadku warte wyższej opłaty. Taka strategia może oprzeć się na podziale ubrań pod kątem trwałości (było już o tym tu). Zastanów się także, które ubrania zużywają się u ciebie najszybciej i dlaczego. To “dlaczego” jest bardzo ważne. Bo jeśli np. szybko zużywasz ubrania dlatego, bo kupujesz wiele słabej jakości idąc na ilość, to receptą jest kupno mniejszej ilości, ale o wiele lepiej wykonanych. Jeśli jednak szybko coś niszczysz, bo np. taką masz pracę, która powoduje szybsze zużycie ubrań, to może rzeczywiście nie warto inwestować w każdą rzecz. Podobnie z rzeczami białymi – większość z nich szybko traci idealną biel, szarzejąc a nawet żółknąc. Zastanów się, czy warto inwestować więcej w takie egzemplarze np. w bardzo drogą białą koszulę, gdy bardzo rzadko będziesz po nią sięgać i zwyczajnie zestarzeje się w szafie.

Zrównoważona szafa to także zrównoważone pozyskiwanie materiałów

Nawet w sklepach sieciówkowych znajdziesz rzeczy z materiałów pochodzących ze zrównoważonych upraw czy zrównoważonej produkcji. To duży plus niechlubnego greenwashingu. Te ubrania zawsze są wyraźnie oznaczone, bo marka chce podkreślić swoje “zaangażowanie w ochronę środowiska”. Więc jeśli już zdecydowałaś, że jednak kupisz coś w sieciówce, to masz szansę wybrać jeszcze lepiej.

Śledzenie wydatków i CPC

Czyli trochę o pieniądzach. Zrównoważona szafa to przede wszystkim dobre wykorzystanie posiadanych ubrań. Zastanów się, czy czasem nie kupujesz ubrań tylko po to, by powiesić je w szafie i nigdy nie założyć. Podsumowania to kolejny krok przy strategii zakupowej. Czy wiesz, ile wydajesz na ubrania? Czy wiesz, ile razy w skali roku zakładasz daną rzecz? Wiele osób nie chce śledzić takich wydatków, ponieważ świadomie lub podświadomie WIE, że są zbyt duże i w sporej mierze bezsensowne. CPC czyli cost per wear to ciekawy wskaźnik. Liczysz, ile razy zakładasz daną rzecz od momentu kupna (no ok, przynajmniej w jednym sezonie lub roku). Przez tę sumę dzielisz cenę ubrania i wychodzi koszt jednokrotnego użycia. Dodatkowym plusem tej metody jest okazja, by się przekonać, czy daną rzecz rzeczywiście nosisz i czy ta rzecz była Ci naprawdę potrzebna.

Zakupy z drugiej ręki

Kolejną dobrą metodą na równowagę w szafie jest wprowadzenie do niej ubrań z drugiej ręki. Nie musisz spędzać czasu przerzucając rzeczy w lumpeksach, jeśli tego nie lubisz. W moim przypadku sprawdzają się zakupy w serwisach online (Vinted, olx, allegro), które robię od czasu do czasu. Niektóre marki i sklepy internetowe pośredniczą w odsprzedaży używanych egzemplarzy. Ale “preloved” może być także używana rzecz, którą odkupisz lub dostaniesz od koleżanki czy kogoś z rodziny. Pamiętaj także, że nadmierna konsumpcja obejmuje definicją także zakupy z drugiej ręki. Jeśli kupujesz rzeczy dla samej okazji cenowej, chociaż wcale ich nie potrzebujesz, bo np. żakiet kosztował 10 zł lub stworzyła go #bardzoznanadrogamarka, to nie są to zrównoważone zakupy. Nie tylko od fast fashion można się uzależnić, dotyczy to również zakupów w second-handach.

Podejście do ubrań

W zrównoważonej szafie dbamy o to, co już posiadamy. Odpowiednia pielęgnacja przedłuża żywotność ubrań, obuwia i akcesoriów. Przestrzeganie zasad prania ubrań, konserwacja elementów skórzanych, a także renowacja podniszczonych elementów przedłużą czas funkcjonowania ich w szafie. O porządne ubrania łatwiej dbać – dobre materiały i staranne wykonanie ubrania sprzyja pielęgnacji i renowacji przynosząc oczekiwany skutek.

Zakupy we własnej szafie

To chyba najbardziej wyświechtany slogan ever, który sama też często powtarzam, choć trochę mnie denerwuje. Jednak jest to dobra metoda. Zwłaszcza, jeśli zgromadziłaś spore zasoby, których może już nawet nie ogarniasz. Warto zawsze się zastanowić, czy czasem sezonowego trendu już w niej nie ma lub czy jest łatwo go uzyskać z wykorzystaniem posiadanych rzeczy i odrobiny inwencji. Może pomóc ten wpis.

Instagram update

Wiele z Was, tak jak ja, prowadzi konta na Instagramie. Jeśli waszym motywem przewodnim jest szafa, na czym budujecie swój kontent? Na kreatywności w pokazywaniu jak i z czym łączyć ubrania czy też na pokazywaniu jak odpakowujecie coraz to nowe paczki? Czy waszym celem jest bycie na czasie z ofertą modową? Czy wasi obserwatorzy od was tego wymagają? Czy kupujesz daną rzecz tylko dlatego, że ładnie wyjdzie na zdjęciu albo że posiadanie jej jest insta-trendy? To także ogromny czynnik napędzający konsumpcję. Dlatego warto się zastanowić, czy nie wpadacie w błędne koło i sztucznie kreowane potrzeby.

Jak skończyło moje postanowienie noworoczne?

Może jeszcze nie skończyło, bo nadal trwa, ale zostało mocno redefiniowane. Okazało się bowiem wcale nie tak różowo, jak myślałam. Po pierwsze, na swojej liście zakupowej w tym roku miałam ok 20 rzeczy z racji tego, że kończyłam wymieniać garderobę. Chciałam więc zaopatrzyć się w rzeczy na wszystkie pory roku – nie do końca będąc zainteresowaną trendami, mogłam skorzystać z wyprzedaży. Przeglądałam także aktualne oferty marek. W pierwszej kolejności szukałam rzeczy, których kupno zaplanowałam w polskich brandach slow. Udało mi się kupić kilka naprawdę świetnych (torebka, płaszcz czy buty), ale na kilku zwyczajnie poległam. Powody były następujące: rozbieżność cen przy zachowaniu podobnej jakości, brak pożądanych krojów, zła jakość wykonania lub bardzo wysokie ceny sprawiły, że jednak podzieliłam swoje tegoroczne zakupy na 3 kategorie: slow fashion, zakupy z drugiej ręki (niezależnie od pochodzenia) oraz jednak fast fashion, ale z bardzo skrupulatną oceną rzeczy. Myślę, że w przyszłym roku może być mi łatwiej, ponieważ etap wymiany garderoby będę mieć za sobą. Łatwiej wtedy będzie mi wybierać pojedyncze rzeczy w wersji slow, np. idąc tropem francuskiej szafy. Jednak dla osoby wymieniającej zawartość szafy lub budującej kapsułę od zera, a także dla tych, którzy uznają wyłącznie nowe ubrania, bazowanie tylko na markach slow fashion jest bardzo trudne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *