Let’s go cruelty free!

kosmetyki cruelty free

Nie wiem, czy widziałyście film, jaki nie tak dawno obiegł wszystkie media – sfilmowane ukrytą kamerą sceny z laboratorium, w którym przeprowadzane są nielegalne w UE testy na zwierzętach, także na psach. Ja nie widziałam. Nie miałam odwagi go obejrzeć. Wystarczyły mi fotografie z klatek filmu, które można było zobaczyć w artykułach na ten temat. Bardzo to mną wstrząsnęło. Zdaję sobie sprawę, że większość kosmetyków jest tak testowana (zwłaszcza gdy firma ma apetyt na zbijanie majątku sprzedając produkty w Chinach). Ale nie musi. Naprawdę, w dzisiejszych czasach nie trzeba przeprowadzać dla kosmetyków, czy głupiej pasty do zębów testów in vivo. Wystarczyłyby testy in vitro, mamy przecież sztuczną skórę i mnóstwo innych laboratoryjnych gadżetów, które mogą nam wystarczyć. I powinny. Bo według mnie każdy kosmetyk powinien być cruelty free.

Być może wiele osób czuje się z tym faktem dobrze. Ja nie. Nie chcę używać produktów, które powstawały w taki sposób. Mam wybór i chcę z niego skorzystać. Dlatego postanowiłam wymienić wszystkie kosmetyki na takie, które nie są testowane na zwierzętach na żadnym etapie produkcji – tak końcowego produktu, jak i składników. Kosmetyki cruelty free, które nie pochodzą od firm mających związek z testami tego typu choćby przez to, że ich właścicielami są korporacje, które testy wykonują lub za nie płacą. Już od ponad roku używam wielu organicznych lub wegańskich produktów do pielęgnacji, ale moim celem jest wymiana wszystkich, także tych kolorowych.

Slow fashion, slow beauty. Let’s go cruelty free!

Tym wpisem rozpoczynam serię artykułów, w których przedstawię Wam efekty moich poszukiwań. Warto było się odrobinę wysilić. Alternatyw jest wiele i oszałamiają one jakością i możliwościami wyboru. Naprawdę opłaca się poszukać czegoś więcej niż to, czym zalane są popularne drogerie i markety. Nieważne, jaką “półkę” reprezentują produkty. Podstawową różnicą działająca na korzyść kosmetyków organicznych jest to, że zawierają składniki naturalne, o wyselekcjonowanej jakości. Pojawiają się głosy, że to taki trend, który ma nabijać sprzedaż niszowym markom. Nie mam z tym problemu. Wolę to, niż nabijanie sprzedaży korporacjom wykorzystującym cierpienie zwierząt. Czy nie jest przyjemniej i zdrowiej (także pod względem moralnym) korzystać z czegoś, przy produkcji czego nie ucierpiało żadne zwierzę?

To może Cię zainteresować

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *