5 błędów dotyczących stylu i zakupów, które popełniałam w przeszłości

blog o szafie kapsułowej

Jeśli obserwujecie mój instagram, to wiecie, że od zeszłego roku jestem na etapie wymiany garderoby, a także że osiągnęłam już prawie swój cel – stworzenie idealnej garderoby uwzględniającej mój styl i moje potrzeby. I nie chodzi tylko o garderobę kapsułową, ale ogólnie o zawartość szafy pod kątem odzwierciedlenia stylu, potrzeb oraz pod kątem jakości, krojów itp. Równocześnie trwało oczyszczanie szafy z rzeczy zbędnych, niepasujących do aktualnego stylu życia. Jak to się jednak działo, że tak długo zajęło mi skompletowanie takiej szafy? Otóż olśniło mnie ostatnio! Zaczęłam się zastanawiać w jaki sposób wyszukiwałam kupowane ubrania całymi latami na długo przed założeniem bloga i jakimi kryteriami kierowałam się, kiedy to czyniłam dużo wysiłku (czytaj: częste zakupy), żeby mieć idealną szafę, a guzik z tego wychodziło. Uświadomiłam sobie, że popełniałam kilka prostych błędów skutecznie prowadzących mnie nie tam, gdzie chciałam się znaleźć. Oto one.

1| Przekonanie, że wszystko, co kupuję musi być w jednym stylu

Nie mam tu na myśli osobistego stylu sygnaturowego, ale typ ubrań. Przez lata pracy dla korporacji ubierałam się dość formalnie. W związku z tym uważałam, że wszystko, co kupuję powinno mieć właśnie taki charakter. Dodatkowo uważałam to za racjonalne i oszczędne, że jeśli mam wydać pieniądze na jakieś ubranie, to powinno być ono właśnie takie, które mogę nosić do pracy. No bo po co tracić pieniądze na coś innego. W rezultacie miałam całą szafę sukienek, marynarek, koszul, butów i spodni do pracy, a nie za bardzo miałam się w co ubrać po jej zakończeniu. Jakby tego było mało, wcale nie lubiłam większości tych ubrań, nie czułam się też w nich jakoś super. Nie licząc sukienek i butów, do wybierania których jednak zawsze miałam jakiś talent i na tym polu też popełniłam najmniej błędów zakupowych. Wszystkie te rzeczy poza sukienkami, większością butów i jedną marynarką, wyleciały z szafy, jak tylko przestałam pracować na etacie. I nie dlatego, że nie pasowały do aktualnej pracy, po prostu one nie pasowały do mnie. Otóż prawda jest taka, że styl osobisty, tzw. styl sygnaturowy, wcale nie musi uwzględniać tylko jednego rodzaju ubrań. Swobodnie może łączyć w sobie kilka typów strojów powtarzających się pod względem wyglądu na jakieś dłuższej przestrzeni czasu. Jest tu miejsce na każdy typ ubrania, a swoim charakterystycznym sznytem można okrasić także i strój bardziej formalny, o ile poświęcimy trochę czasu na wymyślenie swojej koncepcji, a nie będziemy kupować typowych zestawów idąc na łatwiznę.

2| Przekonanie, że kupuje się rzeczy wyłącznie w swoim rozmiarze

Noszę rozmiar 34 i przez lata nie znaleźlibyście w mojej szafie niczego w innym rozmiarze. Nie wiem skąd to przeświadczenie, że ubrania zawsze muszą być idealnie dopasowane do ciała. Być może dlatego, że moja matka od podstawówki powtarzała mi, że jestem gruba, choć nigdy nie wychyliłam się poza rozmiar XS :). Największe życiowe odkrycie: można nosić ubrania większe, niż się aktualnie mierzy. Nie trzeba udowadniać wszystkim dookoła, że się ma talię! Tym sposobem w mojej szafie zagościły okrycia w stylu oversize, a niektóre swetry celowo wybieram rozmiar czy dwa większe, by lepiej komponowały się z dopasowanymi dołami. W tym sezonie zaczęłam też chodzić w dwóch parach spodni nieco luźniej dopasowanych na pupie. Dzięki temu mogłam powiększyć swoje stroje o coś nowego i poczuć się swobodniej w ubraniu.

3| Przekonanie, że styl tworzy się odjazdowymi rzeczami

Czyli w wolnym tłumaczeniu: nie potrzebuję bazy ubraniowej, by się ubrać. Oczywiście, nie wiedziałam wówczas, że coś takiego jak baza w ogóle jest, ale z moich decyzji zakupowych wynikało to wprost. Na zakupach w ogóle nie zwracałam uwagi na to, bez czego obecnie nie wyobrażam sobie szafy, czyli podstawowych rzeczy w neutralnych kolorach. Przez to nie mogłam także dobrze wyeksponować bardziej wyrazistych elementów stroju, więc kupowałam je, a potem rezygnowałam z ich noszenia. Teraz, gdy spojrzycie na moją szafę, nie znajdziecie nic ekstrawaganckiego, ale w szafie kapsułowej zdecydowanie jest miejsce na takie rzeczy, trzeba tylko mieć je z czym skomponować.

4| Przekonanie, że ubiorem muszę coś udowodnić

Na przykład, że mnie stać na pewne ubrania, że jestem “na czasie”, że “umiem się ubrać”, że jestem profesjonalna etc. Myślę, że wielu ludzi tkwi w takiej pułapce myślowej nie tylko w obrębie garderoby, ale i innych obszarów życia, np. jakim jeździć samochodem, jak urządzić dom, dokąd pojechać na wakacje, gdzie jadać. Z tego myślenia warto czym prędzej się wyrwać, bo okaże się, że przeżyjemy życie dostosowując się do oczekiwań innych ludzi. Wracając do zawartości szafy – jeśli musisz coś udowodnić innym poprzez to, jak się ubierasz, zapewne jesteś w źle dobranym towarzystwie :). Ubrania powinny być dopasowane do twojego stylu bycia i do twojej wygody.

5| Przekonanie, że warto wyglądać, jak ktoś inny

Uwierz mi, droga polegająca na kopiowaniu cudzego stylu to droga donikąd. Oczywiście warto zwracać uwagę na to, jak się noszą inni. To może być interesujące. Zawsze można coś podpatrzeć, zainspirować się, dostać “polecajkę” i na tej podstawie wymyślić własną kombinację, ale nie należy ubierać się od stóp do głów jak ktoś inny – chyba że rzeczywiście masz dobrze zdefiniowany własny styl i tak się składa, że akurat pokrywa się z czyimś. W innym przypadku nie będziesz się czuć ubrany, tylko przebrany. Nie jest też powiedziane, że cudzy stój będzie na tobie dobrze leżał lub pasował do twojego stylu bycia. Próby przejmowania cudzego stylu ubierania nigdy nie przynosiły mi długofalowo żadnego efektu. Bo to po prostu nie byłam ja.

W jakie pułapki zdarzało się Wam wpadać?

Comments (4)

  • W pierwszą – że wszystkie ubrania powinny być w tym samym stylu, słusznie to parę dni temu zdiagnozowałaś na IG :-). Dodatkowo pojawiła się myśl, że powinnam się pozbyć wszystkich ubrań ekstrawaganckich (nie mam ich dużo), bo szafa minimalistki to szafa stonowana. Skoro jednak lubię mój czerwony płaszcz czy sukienkę w zwierzęcy wzór i mam je z czym zestawić w fajną całość, to po co?

    • Cześć, Ewelina 🙂 Pułapka nr 1 kosztowala mnie najwięcej i w przenośni i dosłownie i cieszę się, że się z niej wyrwałam i że Ty także! Nie wiem, czemu szafa minimalistyczna czy kapsułowa jest postrzegana jako zbiór neutralnych kolorów, ale mnóstwo ludzi tak to postrzega i potem jest przyjemne zaskoczenie, że przecież to nieprawda. No, chyba że już powyrzucali ulubione bardziej wyraziste ubrania, wtedy to przykra niespodzianka. Jeśli to ta sukienka, którą pokazywałaś na insta, to absolutnie nie wyrzucaj! Nawet sama nabrałam ochoty na coś z takim sznytem :)))

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *