ORGANIZACJA GARDEROBY. CZĘŚĆ I

minimalistyczna szafa, organizacja garderoby

Zanim podejście minimalistyczne na dobre zadomowi się w naszych głowach, powinno być dostrzegalne w otoczeniu. Dlatego warto zacząć od gruntownych porządków – by wiedzieć, co się posiada, czego warto się pozbyć, a czego brakuje. W ten sposób tworzy się wrażenie uzyskania pewnej przestrzeni w życiu. Szczególnie warto to zrobić, gdy jakieś życiowe etapy wymagają zamknięcia. Kiedy w listopadzie zeszłego roku wpadła mi w ręce książka Magia Sprzątania, pozbyłam się z mieszkania wszelkich zbędnych rzeczy. Nie było ich zresztą tak wiele. Muszę jednak przyznać, że posprzątanie garderoby było dla mnie rzeczą najtrudniejszą i najbardziej przykrą. Dlaczego – o tym za chwilę.

Zacznijmy od teorii. O sprzątaniu szaf napisano już bardzo wiele i cała ta teoria sprowadza się do kilku punktów. Przedstawię Wam je, a potem odniosę się do własnych doświadczeń.

  1. Wyjmujesz wszystko z szaf, szafek, szuflad, a nawet z pojemnika na pranie. Chodzi o to, by wszystkie rzeczy znajdowały się w jednym miejscu. Od razu można je segregować według rodzajów: bluzki w jednym miejscu, spodnie w drugim itp.
    Po co? Po pierwsze wiesz, co masz i jak dużo tego jest. Po mału zaczynasz uświadamiać sobie nadmiary i niedobory. Ilość rzeczy może Cię przytłoczyć, zwłaszcza myśl o tym, że ostatecznie trzeba będzie to uporządkować. Pamiętaj jednak, że jeśli nie wyjmiesz ich z szafy lub zdecydujesz upchnąć wszystko z powrotem, to nadal masz w domu tę przytłaczającą ilość ubrań i dodatków. W głowie może też zaświtać Ci pierwsza myśl, że masz za dużo ubrań i zyskasz energię do porządków.
  2. Czyścisz szafę. Kiedy po raz ostatni była pusta i można było ją odświeżyć? Kiedy będzie całkiem pusta następnym razem? Tak, to może być jedyna okazja 🙂 Po co? Skoro czeka Cię nowy etap w życiu, warto zrobić na niego miejsce.
  3. Oglądasz każdą rzecz z osobna z poszczególnych kupek „tematycznych”. Najpierw sprawdzasz, czy nie jest zużyta, wysłużona, nieodwracalnie przybrudzona lub zniszczona. Jeśli tak jest, powinna trafić do kosza na śmieci. (Pytanie pomocnicze dla niezdecydowanych, jeśli np. „plama jest prawie niewidoczna”. Jak bym się czuł/a, gdyby zobaczył mnie w tym: ktoś, kto mi się podoba/ktoś dla mnie ważny/wróg/szef/klient.) Jeśli ubranie jest w porządku, przychodzi czas na kolejne pytania i odwieczny konflikt serca z rozumem:
    Czy to lubię? (jeśli czegoś nie lubisz, zastanów się, czy w ogóle będziesz w tym chodzić.)
    Czy dobrze w tym wyglądam? (jeśli wiesz, że w czymś źle wyglądasz, będziesz psuć swoje samopoczucie i zmniejszać swoją pewność siebie za każdym razem, gdy to założysz. To te ubrania, w których przychodzi do głowy myśl, żeby w połowie dnia iść się przebrać.)
    Czy w tym chodzę? (jeśli w czymś nie chodzisz lub chodzisz rzadko, zastanów się, czy jest Ci to niezbędne. Mówi się, że jeśli nie założyło się czegoś przez rok, to trzeba się tego pozbyć. W tym punkcie zalecam zdrowy rozsądek. Jeśli masz ponadczasowy strój na specjalną okazję, a w ciągu roku, dwóch czy nawet trzech ta okazja się nie nadarzyła, nie pozbywaj się go lekką ręką tylko dlatego, że jest jakaś zasada, na którą wszyscy się powołują. Sama mam w swojej szafie eleganckie sukienki czy buty, które nie były używane rok czy dwa, aż nadeszła ku temu okazja. I nadal tam są. Znalazłam jednak dla nich takie miejsce, gdzie spokojnie czekają i nie zajmują mi przestrzeni „roboczej”, czyli tej, gdzie wiszą ubrania do noszenia na co dzień – łatwiej mi jest coś wybrać, gdy jest przejrzyście.)
    Czy kupiłabym to dzisiaj? (dotyczy wszystkiego kupionego pod wpływem impulsu, z potrzeby poprawienia sobie humoru, albo nie pasującego do preferowanego stylu)
    Czy to mi do czegoś pasuje? W tym przypadku również przydaje się zdrowy rozsądek. Jeśli lubisz daną rzecz, dobrze w niej wyglądasz i chętnie byś w niej chodził/a gdyby tylko do czegoś pasowała, to może warto zaprojektować sobie taki zestaw i uzupełnić go o brakujące elementy. Jest tylko jeden warunek. Trzeba to zrobić jak najszybciej.
    Zależnie od odpowiedzi na powyższe pytania, ubrania powinny znaleźć się w jednej z czterech kategorii: do powieszenia w szafie (w tym do czyszczenia lub naprawienia), wyrzucenia, do oddania i na sprzedaż (czemu nie?). Założę się jednak, że pojawi się kategoria nr 5 nazywana różnie: nie wiem/żal mi tego/a może jednak… Jakkolwiek jej nie nazwiesz, znajdą się tu rzeczy, które prawdopodobnie muszą odczekać swoje, zanim dojrzejesz, by się ich pozbyć. Trudno. Nie ma co rwać włosów z głowy.
  4. Planujesz rozkład rzeczy w szafie. Odpowiedz sobie na pytania:
    Czy dotychczasowy ich układ był dla mnie wygodny?
    Czy to, z czego korzystam najczęściej, jest pod ręką?
    Czy zawsze wiem, co gdzie mam?
    Jak będzie dla mnie najlepiej je rozłożyć? Według kolorów, przeznaczenia, częstotliwości użytkowania?
    Jak dobrze przechować rzeczy bardzo rzadko używane? (a jednak ponadczasowe i dobrej jakości, więc zbyt wartościowe, by się ich pozbyć)
    Jak będzie mi najłatwiej utrzymać porządek w szafie?
    Gdzie umieszczę rzeczy, z którymi jeszcze nie wiem, co zrobić?
    Pomyśl o rzeczach, które wybrałaś/eś. Jak długo jeszcze chcesz je mieć? Czy sposób przechowywania przedłuża ich żywotność?
  5. Układasz wszystko na miejscu. W mojej szafie sukienki, koszule i okrycia wiszą, pozostałe rzeczy są poukładane metodą Marie Kondo (np. jak składać  koszulki i swetry). Nadal jednak nie udaje mi się uniknąć prasowania.

Tyle teorii. W praktyce w moim przypadku nie poszło tak łatwo. Pierwsze sprzątanie szafy zrobiłam dokładnie według planu. Ilość rzeczy była przytłaczająca, ale było to dla mnie dopingujące. Miałam wiele rzeczy, z którymi trudno mi się było rozstać. Nikt jednak nie powiedział, że mam to zrobić raz a dobrze. Robiłam to cztery razy, zanim było to zrobione dobrze. I był to czas dobrze wykorzystany, ponieważ nie podjęłam żadnej decyzji, której potem bym żałowała. Bolesne było tylko jedno. Wiele z tych rzeczy, których się pozbyłam, było prawie nie noszonymi, nieprzemyślanymi i niepotrzebnymi zakupami takiej sobie lub marnej jakości. Niektóre zniszczyły się po kilku razach – np. marynarka z materiału, który szybko się „skulkował”. (dlatego chcę zdobyć wiedzę o materiałach i składach ubrań). Koszt tych rzeczy wyliczyłam na jakieś 2 tysiące złotych.  Jest to kwota niebagatelna, za którą można kupić kilka rzeczy dobrej jakości, które po roku nie pójdą w kąt. I było mi naprawdę szkoda, że nie wydałam jej na coś porządnego. W takich momentach minimalizm wygrywa.

Do gruntownego sprzątania szafy poza tym pierwszym podejściem podchodziłam jeszcze trzy razy (średnio raz na dwa miesiące). Już nie było tak kompleksowe jak to pierwsze, wystarczyło przejrzeć rzeczy. Za każdym razem pozbywałam się 1-2 toreb ubrań, aż zostały tylko te, których obecność jest uzasadniona. W okresie tego półrocza kupiłam raptem kilka rzeczy i były to zakupy przemyślane, jak nigdy.

PORZĄDKOWANIE GARDEROBY: WNIOSKI NA KONIEC

    • Warto raz na jakiś czas gruntownie posprzątać szafę i podejść do tego metodycznie (za kilka dni na blogu pojawi się bezpłatna broszurka do pobrania, która to ułatwi )
    • Jeśli będziesz z tym zwlekać, istnieje spore ryzyko, że do tego momentu kupując ubrania źle wydasz pieniądze.
    • Dobrze jest wiedzieć ile czego się ma, ponieważ może się okazać, że masz już wszystko lub prawie wszystko, czego potrzebujesz.
    • Podliczenie ile wydało się na rzeczy, które finalnie okazują się marnotrawstwem, boli, ale pozwala wypracować inne nawyki zakupowe.
    • Jeśli (tak jak ja) podchodzisz do gruntownego organizowania szafy kilka razy, zanim osiągnie ona Twój poziom minimalizmu, za każdym razem przejdź przez ten proces od początku do końca.
    • Żadna z rzeczy odłożonych „do przemyślenia” ostatecznie nie przetrwała w mojej szafie.

Zobacz też, z czego składa się baza ubraniowa.

To może Cię zainteresować

16 komentarzy

  1. niby łatwe pytania, ale odpowiedzi juz trudniejsze..w weekend zrobie podejscie do organizacji szafy, bo to jest dobra metoda. ciekawe ile to zajmie..

    1. Mi to zajęło za pierwszym razem pół dnia, a przy następnych podejściach to tak z godzinkę, bo bardziej koncentrowałam się na rzeczach z kategorii „do przemyślenia”, których było dużo. Pozdrawiam!

  2. Przeraża mnie myśl, o wywaleniub wszystkiego z mojej szafy i komody i godzinach spędzonych na przeglądaniu tych rzeczy, zastanawianiu się, co z nimi zrobić, itd. Wiem, że mam za dużo rzeczy i wiem, że jeśli nic z tym nie zrobię, to zapewne utonę w nienoszonych czy zapomnianych ubraniach, ale nie mam po prostu serca, aby przeznaczyć popołudnie, dwa czy pięć na porządki w szafie. Ale może w końcu nadejdzie ten dzień. Muszę do tego dojrzeć 😉

    1. To prawda, ta myśl może być przerażająca, przechodziłam przez to w listopadzie. Wtedy skrupulatnie odgruzowałam całe mieszkanie w 5 dni. A sama szafa zajęła mi pół dnia. To się wydaje, że to potrwa więcej, bo mamy świadomość ile tam, jest rzeczy :). Jeśli chce się to zrobić szybko, to trzeba przyjąć, że nad „rzeczami do przemyślenia” nie rozmyślamy podczas sprzątania, tylko odkładamy je w jedno miejsce i do nich wracamy po jakimś określonym czasie na chwilę. Podziwiam wszystkich, którzy od razu potrafią zdecydować, co zostaje na 100%. 🙂 Ale z doświadczenia powiem, ze warto. Jak zaglądam do szafy to mnie już nie przytłacza ten widok i to jest super!

        1. Oddałam osobie, która może je przekazać dalej tam, gdzie się przydadzą. Mam nadzieję, że dobrze służą:)

  3. Właśnie jestem na etapie dążenia do minimalistycznej garderoby. Zapisałam się nawet wczoraj na warsztaty w tym temacie do Kasi z Simplicite podczas Blog Conference Poznań.
    Nie mam problemu z jej porządkowaniem, segregowaniem i selekcją, ale chciałabym nauczyć się mieć mniej.

    1. Aleksandro, mam podobnie – uczę się mieć mniej :), porządkowanie pozwoliło mi opróżnić szafę z wielu rzeczy i przygotować -garderobę pod projekt minimalistyczny, czyli garderobę kapsułową. Piszę o niej również na blogu, trzymaj kciuki za ograniczenie ilości ubrań na najbliższe 3 miesiące 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *